Smaki dzieciństwa

20 mar 2015 przez

Smaki dzieciństwa

Na pewno każdy z was ma w swojej pamięci jakieś danie, które w młodzieńczych latach było tym ulubionym, na które czekało się z utęsknieniem. Babcine pierogi czy zupa szczawiowa, drożdżowe ciasto z owocami, albo rosół mamy. Dzisiaj nawet tak prosta jajecznica z mlekiem nie smakuje tak samo, a próba odtworzenia jej smaku graniczy z cudem. Sekret tkwi z pewnością w rękach, które przygotowywały dla nas potrawy.

Zabieram was w kulinarną podróż po smakach i aromatach mojego dzieciństwa. Będzie jak zawsze pysznie, bardzo prosto i szybko.

Jednym z moich ulubionych dań obiadowych był makaron z truskawkami. W sezonie mógł gościć na stole nawet codziennie (tutaj warto wspomnieć, że zagonienie mnie do zjedzenia czegokolwiek było prawdziwym wyzwaniem). Wspomniany makaron zawsze ugotowany al dente, zalany sosem z truskawek. Owoce wystarczyło pokroić na małe kawałki i wymieszać z wiejską, prawdziwą śmietaną i cukrem. Banalnie proste, a tak przeze mnie uwielbiane. Zupełnie nie wiem, czemu już nie pojawia się w moim jadłospisie…Dieta? Przecież jeśli użyjemy pełnoziarnistego makaronu, jogurtu naturalnego zamiast śmietany i miodu zamiast cukru stworzymy równie dobry i zdrowy posiłek! Makaron często pojawiał się także w towarzystwie białego sera i prażonych jabłek. Te oczywiście przygotowywane były najpierw przez moją babcię, a następnie mamę. Półki w naszej spiżarni do tej pory uginają się od ciężaru przetworów, w tym musu z jabłek z własnego ogrodu.

Czy u was także pojawiał się domowy kisiel? Dzisiejsze sklepowe gotowce mogą się schować. Niczym nie przypominają smaku intensywnie owocowego deseru mojej mamy. Wystarczą jagody, truskawki, maliny, wiśnie, odrobina soku z cytryny, mąka ziemniaczana i prawdziwy rarytas gotowy.

Podczas upalnych dni niezastąpione na obiad były gotowane ziemniaki z jajkiem sadzonym. Całość obficie posypana koperkiem, podana ze szklanką lodowatego kefiru. Niebo w gębie! Uwielbiam do teraz i jem niezależnie od pory roku.

Za każdym razem, gdy spędzałam wakacje u babci na śniadanie dostawałam omleta na słodko zwanego „grzybkiem”. Pamiętam do teraz, jak babcia ubijała białka na sztywną pianę, aby grzybek był puszysty. Zawsze w towarzystwie konfitury morelowej.

W sobotę na obiad zazwyczaj był rosół. Tata nauczył nas jeść go nie z makaronem, a z ziemniakami. Jednak to drugie danie robiło prawdziwą furorę. Kanapki z gotowanym mięsem wołowym z rosołu z majonezem lub musztardą były naszym cotygodniowym rytuałem.

Pozostając w temacie kanapek muszę wspomnieć o tych serwowanych ze śmietaną i cukrem, lub z masłem i białym serem, także posypanym cukrem. No i oczywiście niezastąpiona pajda chleba z masłem, czosnkiem i solą! Jak niewiele człowiekowi potrzebne było do szczęścia…

A wy, do jakich smaków z dzieciństwa chętnie byście powrócili?

Ostatnie Wpisy